Niezbędnik akwarelisty...

Domowej roboty. Malowanie po ścianie:)


Czasami muszę inaczej się uduszę....

Macie czasami taki coś, 
że jak jakiś pomysł wpada wam do głowy
 to musicie natychmiast go zrealizować?
Nie ważna pora dnia, pora roku, 
lista piętrzących się pozaczynanych projektów,
 których realizacja miała być na wczoraj. 
Ja niestety tak mam :)

 Dzisiaj w ramach drugiego dnia wyzwania
chciałabym Wam opowiedzieć o pewnym takim pomyśle.

 Jakiś czas temu przeprowadzając się do nowego mieszkania, 
wymyśliłam sobie, że pomalujemy ściany na biało. 
A żeby nie było tak za biało, 
to w każdym pokoju zaplanowałam jeden dominujący akcent kolorystyczny.
 I tak w salonie postawiłam na czerwony, w kuchni na zielony, a w sypialni na fiolet.
Remont skończony, ściany pomalowane, czas na przeprowadzkę.
Trzeciego dnia rozpakowywania pudeł,
 doszłam do wniosku, że tej bieli jest jak dla mnie zdecydowanie za dużo.
Układając książki, 
nagle zaświeciła mi się w głowie lampka, 
a może bym coś tak namalowała
na tej wielkiej białej ścianie w sypialni?

Padło na zwiewną, kobiecą postać inspirowaną plakatem Alfonsa Muchy
"Tancerka" z 1898r. 


Dochodziła 22 więc stwierdziłam, 
że jest za późno na rozpoczęcie malowania. 
 Oczywiście spać nie mogłam :)
Obudziłam się o 4 rano i już nie mogłam dłużej czekać... .
Szybki szkic i pierwsze pacnięcie farbą...
 Skończyłam ok.ósmej rano gdy reszta domowników dopiero się budziła.
Ależ byłam z siebie dumna :)


Jak już opatrzyła mi się ta "Panna",
 zaczęłam dostrzegać  błędy
 jakie popełniłam w tym moim artystycznym zwariowaniu:
twarz jakaś tak dziwnie wykrzywiona, 
tułów nieproporcjonalnie wydłużony w stosunku do reszty ciała.
Mimo tych kilku niedociągnięć malowidło 
 zostało w tej pierwotnej wersji do dnia dzisiejszego.

To już koniec tej przydługiej historii jednej ściany
 i moich porannych wyczynów :)
 

Przyznam się Wam, że takich porannych zrywów to już kilka zaliczyłam, 
nie ważne czy chodziło o malowanie ściany, 
obrazu olejnego
 czy uwiecznienie na fotografii wschodu słońca lub porannej rosy. 
Czasami muszę inaczej się uduszę...
i nic na to nie poradzę :)

Macie tak czasami?

Przepraszam za jakość zdjęć,
 ale jak wspomniałam fotografia nie jest moją najmocniejszą stroną.

Pozdrawiam 
A.



6 komentarzy:

  1. OMG ależ talent! Coś pięknego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wielkim wrażeniem Twoich prac. Są niebywale piękne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam na początku, że wstawione zdjęcia to plakat, na którym się wzorowałaś. Ale nie :) Łał, to wygląda super!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Błyskawicznie to namalowałaś! Ja malowałam dzieciakom ze 3 dni ;-) Malowałam barwiąc zwykłą emulsję do ścian, którą się okropnie maluje, ale podobno taka jest najwłaściwsza, żeby ściana mogła "oddychać". Na drugi raz po prostu wzięłabym akrylowe, bo przez to mazianie wyszło mi trochę koślawie... Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za bardzo nie zastanawiałam się jakimi farbami malować,
      to był spontaniczny pomysł, a że jestem w gorącej wodzie kompana
      to po prostu wzięłam to co miałam pod ręką.
      Malowidło ma już 4 lata i świetnie trzyma się ściany, nie odpryskuję, kolor nie blednie.
      :)

      Usuń

Copyright © 2014 Na skrzydłach anioła , Blogger